Pierwsze zauroczenie – Piotr Czarnecki, Shihan

Pierwszy wpis – bardzo ważny – chciałam poświęcić drodze, którą przebyłam, aby trafić do świata polskich kompozycji zapachowych. Ale …

Jest taki flakon, notabene już prawie całkowicie opróżniony, który patrzy na mnie z perfumowej półki niemal z wyrzutem. I w sumie wyrzut nawet słuszny, gdyż to od tego zapachu zaczęło się całe zamieszanie, które poskutkowało, m.in. założeniem niniejszego bloga.

Perfumy miały premierę w roku 2013 i troszkę o nich ciszej, niż kiedyś. Dlatego zachęcam Was gorąco do ich poznania., jeśli jeszcze nie mieliście z nimi styczności.

Flakon Shihan (Sensei)

Pierwszy flakon perfum Piotra Czarneckiego - jeszcze pod nazwą Sensei (obecnie Shihan)
Źródło: fragrantica.pl

Zacznijmy od tego, czego żałuję. Żałuję bardzo, że nie mam pierwszego flakonika – kiedy zapach nosił nazwę Sensei , a sama butelka, podobno zresztą autorska twórcy perfum, zawierała trzy kompozycje w różnych stężeniach: EDT, EDP i Extrait.

No, sami zobaczcie, czy taka perełka nie prezentowałaby się na półce wspaniale? Poza tym zapach jest tak bogaty, że podziwianie go w różnych wersjach byłoby naprawdę niesamowitym doznaniem olfaktorycznym.

Ale, poza tym, nie żałuję niczego. Flakon w nowym wydaniu prezentuje się bardzo dobrze – ze szczególnym uwzględnieniem korka, o którym za chwilę. Kolor płynu dostępnych obecnie egzemplarzy przypomina dokładnie wersję EDP – więc: wszystko się zgadza. Płyn z czasem ciemnieje i przybiera kolor Extrait.



A oto wspomniany korek – wykonany z drewna. Detale flakonu, to coś, na co zwracam uwagę – przy całej kolekcji wygląd poszczególnych elementów ma ogromne znaczenie. Poza tym, niech pierwszy rzuci kamieniem ten, który nie zdecydował się na zakup perfum w ciemno, ze względu na buteleczkę 😉

Niemniej – zapach jest najważniejszy. A ten, z pewnością, może zachwycić

Jak pachnie Shihan

Kompozycja jest mocna i konkretna. Poszczególne składniki zostały świetne zblendowane i za każdym razem odbieram je inaczej. Wiem, że wiele osób odbiera te perfumy jako uniseks z przechyłem w męską stronę, natomiast na mojej damskiej skórze, która, “stety, lub niestety” wysładza większość zapachów, całość emanuje wytrawną czekoladą z whisky i piernikami.

Myślę, że właśnie na aspekt czekoladowy w tej kompozycji warto zwrócić uwagę – wyróżnia się zdecydowanie. Większość czekolad w perfumach wybrzmiewa (mam wrażenie, że za pośrednictwem paczuli) “słodziastym” wyrobem czekoladopodobnym, bądź od razu przechodzi w pyliste kakao. Tutaj, po prostu, dostajemy gorzką czekoladę, która początkowo wysuwa się na prowadzenie, by po chwili zespolić z bogactwem aromatycznych przypraw (w tym, z pewnością, cynamonu) i whisky. Tytoń jest mocno zaakcentowany, niemniej nie drażni, a dodaje całości sznytu i elegancji.

Shihan mnie zaskoczył, bo zazwyczaj nie lubię się z kadzidłem, które zwykle odbieram dość intensywnie i potrafi mi przysłonić pozostałe nuty. Piotr Czarnecki pokazał, że stosowane w odpowiednich proporcjach, razem z innymi orientalnymi składnikami, takimi jak mirra, czy labdanum, może wydobyć zupełnie inny charakter ze znanych nam, na co dzień, nut. Zapach jest idealnie wyważony, zdecydowany, ale nie przytłaczający. Przez pierwszą godzinę projektuje mocno i dość szorstko, w kolejnych godzinach przyjmuje cieplejszą, łagodniejszą i bardziej bliskoskórną, ale wciąż dobrze wyczuwalną, formę.

Chociaż nie jestem zwolenniczką przypisywania perfum do pór roku, myślę, że większość osób największe w nich upodobanie znajdzie jesienią i zimą.

NUTY ZAPACHOWE:
Nutami głowy są Whiskey, Kawa i Tytoń; nutami serca są Nuty przyprawowe, Mirra i Kadzidło; nutami bazy są Bursztyn, Labdanum, Ambrette i Piżmo.

PROJEKCJA:
Pierwsza godzina: duża, kolejne godziny: odległość ramion

TRWAŁOŚĆ:
Około 6 godzin

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *